Wszystkie prezentowane tu poglądy mają charatkter jedynie informacyjny, są moimi opiniami, których źródła chętnie udostępnię. Ja informuję,
  Służba Zdrowia zajmuje się leczeniem albo ratowaniem życia, ale nie wyleczaniem, czy ratowaniem zdrowia - to każdy musi robić sam...
 savon de bronx logo
 
Savon de Bronx to prawdopodobnie jedyna na świecie linia mydeł ozdobnych, które nie służą do mycia, choć jakością biją na głowę wszystko, co można dostać w marketach. Bogatszy zestaw tłuszczów, niż podstawowe - najtańsze, które tylko myją i wysuszają skórę, gliceryna (powstaje w reakcji zmydlania, ale którą przeważnie zabiera się, skoro można sprzedać ją w innych produktach, a do mycia nie jest niezbędna), brak konserwantów, wybielaczy, stabilizatorów, toksycznych aromatów i innych trutek. Ale figurkami Savon de Bronx można co najwyżej ozdobić łazienkę, myć się nimi nie wolno.
Bez sensu? To zależy. Otóż mydło, jak każdy inny kosmetyk, czyli substancja przeznaczona do zewnętrznego kontaktu z ciałem człowieka, której celem jest utrzymywanie go w czystości, pielęgnowanie, ochrona, perfumowanie lub upiększanie, podlega ścisłym regulacjom: serii płatnych badań i rejestracji w bazie CPNP (Cosmetic Products Notification Portal) prowadzonej przez Komisję Europejską. I jak większość przepisów tej instytucji dotyczących produktów, w teorii ma służyć dobru konsumentów, a w rzeczywistości chroni interesy wielkich producentów. Jaki bowiem ma sens badanie wyrobu pod względem jego bezpieczeństwa, skoro dopuszcza się stosowanie substancji, które stanowią poważne zagrożenie dla zdrowia (choć wg KE to przeważnie tylko "przypuszczenia" skoro np. brak badań na ludziach, są tylko na zwierzętach)? Jaki sens ma płacenie cięzkich pieniędzy za udowodnienie, że mydło zrobione według starych, klasycznych receptur spełnia unijne normy bezpieczeństwa, skoro same te normy są tak niskie, że sklepowe kosmetyki wymagają dodatkowych środków ochrony skóry, bo same są zbyt drażniące, wysuszające itd.? A KE co najwyżej ZALECA producentom, by nie stosowali niebezpiecznych środków, co producenci, zgodnie z prawem, oczywiście ignorują. Prawo nie chroni zatem konsumentów, za to stanowi barierę zamykającą rynek przed wytwarzającymi produkty w małej skali.
 
savon de bronx logo
 
Stworzona przez A. Spinelliego federalistyczno-komunistyczna Europa rządzi się prawami, które w pierwszej kolejności chronią korporacje, a nie obywateli. Był już w Europie taki system, nazywał się narodowy socjalizm. Nie będę brał w tym udziału, wolę robić figurki - zwykle o złowieszczym wyglądzie - z mydła, zamiast kosmetyków - nie będą służyć myciu, tylko refleksji...
 
granat z konopi
 

 
Poniżej jeden z przykładów zastosowania złowieszczej strategii Savon de Bronx: fragment opisu do aukcji charytatywnej, którą kilka lat temu wystawiłem. Jako ciekawostka, bo właściwie nic więcej tu nie wnoszę do powyższego, po prostu temat przerabiam od lat.
 
 
Przedmiotem aukcji jest „zestaw obronny” Make Soap Not WarMydło zamiast wojny - 11 odsłon etiudy na kształt granatu, w oryginalnej skrzynce Bundeswehry.
 
Metodologia:
Kształt granatu obronnego, wywodzącego się z tzw. bomby Millsa i francuskiego granatu F1, obronnych granatów odłamkowych o konstrukcji "ananasa", posiadają obydwa użyte przeze mnie wzorce – amerykański M.K. II i klasyk Układu Warszawskiego, radziecki F1. Dla zachowana geopolitycznej równowagi – w niemieckiej walizce na granaty.

Przy okazji zajmowania się naturalnymi kosmetykami odkryłem, iż najbardziej odpowiedni dla kostki mydła kształt, oferujący chyba najlepszą wygodę i ergonomię, to właśnie skorupa takich granatów. Kształt broni stworzonej z myślą, by odłamki szlifowanego żeliwa dziurawiły ludzką skórę w maksymalnie skuteczny sposób, doskonale nadaje się także na kostkę mydła – narzędzie służące do czegoś zgoła przeciwnego: czyszczenia i kondycjonowania skóry. Cóż leży w dłoni tak dobrze, jak odłamkowy granat ręczny?
 
Znajdowanie pokojowych zastosowań dla militarnego wyposażenia i innego armijnego demobilu jest moją ulubioną formą recyklingu. Narzędzie do ranienia i zabijania wykorzystane, choćby i formalnie, do mycia - nie tylko świetnie sprawdziło się w praktyce, to również dobry symbol idei takiego aktywnego, twórczego recyklingu.

Tutaj w różnych stadiach kompletności, od całego granatu po samą skorupę, jako dalsza ilustracja procesu rozbrajania zabójczego przedmiotu i odwracania jego funkcjonalności.
/walizka1a.JPG
Materiał, który posłużył do wykonania "granatów" to naturalne mydło (a raczej masa identyczna z mydłem albo mydło rzeźbiarskie, o czym za chwilę) wykonane wg jedenastu różnych receptur. Każda zawierała tylko naturalne składniki, bez syntetycznych konserwantów, barwników, aromatów, czy innych dodatków. Do tego przeważnie wegańskie, tylko w trzech recepturach były składniki od zwierzęce – lanolina i wosk pszczeli – także obyło się bez zabijania. Receptury różniły się między sobą dodatkami, bardziej "egzotycznymi" tłuszczami, jak olej konopny czy masło shea, leczniczymi barwnikami – proszek z suszonych pomidorów, węgiel bambusowy, zielona glinka francuska, mielony nagietek itp.
Mydło z takich składników, wykonane tradycyjnie, w odróżnieniu od przeważającej większości produktów sklepowych nie dość że myje, to nie wysusza skóry (nie wymaga kremu do rąk zaraz po myciu...), a przeciwnie – nawilża, kondycjonuje ją, a zawarte w wielu recepturach dodatki, np. olejki eteryczne wręcz leczą różne dolegliwości.

Ale w świetle obowiązującej ustawy o kosmetykach taki granat to nie jest kosmetyk, czyli środek przeznaczony do pielęgnacji ludzkiej skóry. Dlaczego? Ręcznie wytworzonego mydła, ani żadnych innych kosmetyków nie wolno rozprowadzać bez szeregu kosztownych badań i zezwoleń. Te zaś powodują, że naturalny, nie produkowany na masową skalę kosmetyk miałby cenę nie do przyjęcia dla przeciętnego człowieka. Najbardziej egzotyczne czy 100% organiczne składniki kosztują znacznie mniej, niż wszystkie glejty i zgody zatwierdzające ich użycie...
Trudno. Ale z drugiej strony prawo dopuszcza do stosowania w produkcji kosmetyków niebezpieczne substancje, jak choćby powszechnie stosowany, skażony wysoce rakotwórczym dioxanem, SLS. Używane konserwanty, które mają przedłużyć trwałość produktu i zapewnić, że nie będzie się on np. odbarwiał, zazwyczaj mają właściwości drażniące (np. obecny nawet w niby to hipoalergicznych mydłach EDTA). Zabieranie powstającej w procesie wytwarzania mydła gliceryny, a także stosowanie olejów które powodują wysuszanie skóry, jeszcze pogarsza jakość tego, co jest komercyjnie dostępne.
Przepisy mające w teorii chronić zdrowie konsumentów, w rzeczywistości powodują, że ludzie nie mają dostępu do tanich naturalnych, wytwarzanych lokalnie alternatyw dla coraz bardziej niezdrowej chemii ze sklepu. Coraz częściej producenci, nawet ci niewielcy, z wielowiekową tradycją, wolą zainwestować w marketing i opisy wychwalające zalety "naturalnego" mydła, skład samego produktu redukując do poziomu przeciętnego śmiecia z marketu. Tak jest taniej, a klienta łatwiej złapać na słowa, niż faktyczną jakość. A przeciętnemu konsumentowi wydaje się że kupuje bezpiecznie, bo w końcu państwo czy UE chroni jego zdrowie przy pomocy takich organów jak Sanepid...
Jako artystyczny komentarz do całej tej sytuacji – przypominającej zresztą to, co dzieje się z żywnością i lekami – walizka (symbolicznych) granatów nadaje się doskonale, prawda?
koniec cytatu
 
Artyzm był tu wspomniany ironicznie, jako zabawa formułą - parodia idei Josepha Beuysa - w celu osiągniecia oczywiście czegoś poza polityką, ideologiami itp. Troska o zdrowie powinna być ponad podziałami, o jej brak posądzam tylko zombie, straceńców i satanistów (tzw. ZSS Niespołem). No i jak zwykle szajbusów, ich posądzam o wszystko.
/walizka0.jpg
 
 
 
 
 
(C) Marcin Bogacz – cokolwiek jest udostępniane w domenie bogacz.pl i zdrowamoc.info, zrobiłem sam, albo podaję autora. Jak chcesz coś skopiować, najpierw zapytaj czy możesz; nie możesz, dopóki nie dostaniesz zgody.